Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Napieralski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Napieralski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 marca 2011

Ósmy dzień tygodnia!


BIEDRONKA

Niewątpliwie najbardziej medialnym wydarzeniem zeszłego tygodnia była wizyta Jarosława Kaczyńskiego w osiedlowym sklepie. Prezes PiS ruszył na zakupy (wraz z całą ekipą dziennikarzy) pragnąc obnażyć politykę rządową Donalda Tuska, która odpowiedzialna jest za wzrost cen żywności. Pomijając subiektywne opinie gdzie kupują ludzie bogaci, a gdzie ci mniej majętni oraz faktyczne czynniki wzrostu cen, warto przyjrzeć się samemu pomysłowi jak i jego realizacji. Jeżeli sam koncept był celny i miał szansę obniżyć „słupki” sondażowe PO, to realizacja pozostawiła dużo do życzenia. Nie do końca trafny wybór sklepu oraz niefortunne słowa Kaczyńskiego na temat statusu finansowego osób kupujących w Biedronce, przemieniły wygrany z góry happening w porażkę. Sytuacja ta obnażyła równocześnie nieciekawą sytuację PiS-u po odejściu z ugrupowania speców od marketingu politycznego, Adama Bielana czy Michała Kamińskiego, którzy pilnowali aby nie dochodziło do tego typu spontanicznych wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego. Może należałoby zorganizować casting na nowego „gafowego”?


WAGAROWICZE

Poniedziałkowy Super Express donosi nam, którzy posłowie najczęściej opuszczają głosowania sejmowe. W pierwszej trójce znalazł się Grzegorz Napieralski, który opuścił aż 3128 na 6800 głosowań. Szefa SLD wyprzedzili jedynie, pochodząca z tej samej partii Anita Błochowiak (3491) oraz Jan Bury z PiS-u (3860). Nie ma co się dziwić Napieralskiemu, PR jest bardzo czasochłonnym zajęciem.

RANKING ZAUFANIA

Bronisław Komorowski utrzymuje pozycję lidera rankingu zaufania – wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez CBOS. Prawie 70 procent badanych ufa prezydentowi i nie ma nic dziwnego w tej tendencji, gdyż Polacy zawsze wysoko cenili sprawowanie funkcji głowy państwa. Ciekawszym zjawiskiem jest utrzymanie się na drugim miejscu Grzegorza Napieralskiego, na którego głosowało 53% respondentów (ex aequo z Radosławem Sikorskim) oraz uzyskanie trzeciego miejsca przez Ryszarda Kalisza (49%, ex aequo z Donaldem Tuskiem). Zaskoczeniem dla komentatorów jest wysoka pozycja szefa SLD, który nie zajmował nigdy wcześniej ważnego publicznego stanowiska oraz rzadko pojawiającego się w ostatnim czasie w mediach posła Kalisza. Czyżby Polacy ufali bardziej tym, którzy mniej robią?

ŚNIADANIE MISTRZÓW?

Jak zacząłbym się bać w rozmowie z tymi, którzy mają mnie dosyć, to musiałbym podać się do dymisji - powiedział Donald Tusk w programie Marcina Mellera. Drugie śniadanie mistrzów. Premier w ramach akcji „nawracania” celebrytów, rozmawiał w TVN24 z redaktorem Playboya oraz z artystami: Pawłem Kukizem, Tomaszem Lipińskim i Zbigniewem Hołdysem, którzy we wcześniejszym czasie okazali rozczarowanie rządami PO. Rzeczywiście, premier się nie boi się konfrontacji, z których w większości przypadków wychodzi zwycięsko. Nie inaczej było i tym razem, gdzie Donald Tusk nie miał silnych przeciwników. Celebryci pytali o rzeczy tak podstawowe, na które premier odpowiedziałby obudzony w środku nocy bez mrugnięcia okiem. Słowa Pawła Kukiza są najlepszym spuentowaniem całego spotkania: Ja pana po prostu lubię. I to jest mój problem. Chyba jest to problem większości Polaków.

KĄCIK CYTATÓW

Miniony tydzień był niezwykle obfity w ciekawe wypowiedzi naszych polityków (w przeciwieństwie do tych merytorycznych). Oto kilka wybranych cytatów, które nie wymagają komentarza.

Oczywiście moglibyśmy iść do "Biedronki", ale "Biedronka" to jest jednak sklep dla najbiedniejszych – rzekł Jarosław Kaczyński podczas zakupów w osiedlowym sklepie.

Żarty się skończyły, będziemy szukali wszystkich metod, aby ceny nie były efektem takiej wulgarnej spekulacji –powiedział premier Donald Tusk odnosząc się do wzrostu cen żywności.

Adam Bielan wziął pod pachę stronę internetową PJN. Dwa miesiące temu Adam zniknął z kodami – Joanna Kluzik-Rostkowska wyjaśniając sprawę wykluczenia eurodeputowanego Adama Bielana z PJN.

Piątkowe serwisy prasowe podały informację o odwołaniu wizyty premiera Tuska w Londynie. Bo namowy premiera Camerona do pozostania w świecie wartości świata zachodniego mogły być dla naszego pieszczocha krępujące.

Ostatni cytat nie bezcelowo został pozostawiony bez podpisu. Oto zadanie dla was, jak myślicie, kto określił naszego premiera mianem pieszczocha?

poniedziałek, 7 marca 2011

Nowe szaty Sojuszu? Część 2



Nie wszystko złoto, co się świeci.

Medal ma jednak także drugą, ciemniejszą stronę. Nie od dziś mówi się o SLD, że jest partią ze stabilnym, „betonowym” elektoratem, który jest z nimi od zawsze. Sęk w tym, że elektorat ten jest raczej przywiązany do „starego SLD”, tego z czasów Kwaśniewskiego, Cimoszewicza czy Millera, nie jest też najmłodszy wiekiem, a zbyt uparte odcinanie się od „pozostałości po PZPR” na lewicy zmniejszyć może poparcie nie aż tak małej grupy tych, którzy wciąż mają w sobie nostalgię za czasami PRL-u, osób „przegranych” z czasów transformacji. A SLD nie powinno, i z pewnością nie chce utracić tej grupy. Tym bardziej, że elektorat młodszy bardzo rzadko naprawdę się przywiązuje do partii, raczej przebiera w tym, co aktualnie mu odpowiada. Tym samym SLD mogłoby stać się partią „jednorazową”, natomiast za kolejne 4 lata – Grzegorz Napieralski przekroczy magiczną czterdziestkę, SLD nie będzie już „nowatorskim zjawiskiem”, tylko raczej normą (w końcu jeżeli jakaś taktyka okazuje się skuteczna, bardzo szybko inni starają się zaadaptować ją u siebie, więc konkurencja z pewnością odpowie), a wizerunek „nowego powiewu” osłabnie. Sytuacja miałaby się zatem dosyć podobnie jak w przypadku Baracka Obamy, co podkreślała większość obserwatorów jeszcze na poziomie amerykańskich prawyborów: jego największą siłą była „nowość” - w opozycji do „opatrzenia” Hillary Clinton, i „doświadczenia” McCaina. „Jeżeli Obama nie wygra teraz, w następnych wyborach przegra już z kretesem” - powtarzano w komentarzach eksperckich. Okazać by się mogło zatem, że SLD nie tylko utraci szybko zbity „młody kapitał”, ale też nie odzyska zaufania dawnego, „betonowego” elektoratu. Chyba, że Grzegorz Napieralski uważa, że jest to elektorat tak betonowy, że nie ma dokąd odejść, i można spokojnie przestać się nim zajmować. Byłoby to jednak ryzykowne zagranie, a SLD nie jest w sytuacji, w której może sobie pozwolić na straty tak silnego zaplecza wyborczego. Trzeba więc decydować ostrożnie, aby nie przeszarżować.

Którędy zatem?

Grzegorz Napieralski i spółka starają się osiągnąć coś, co udawało się dotąd nielicznym, a co obecnie próbuje zrobić także Janusz Palikot z Demokratami: zarzucić dwie wędki, do dwóch różnych stawów, i liczyć na to, że rybki złapią obie przynęty jednocześnie. Pierwsza wędka, dla młodych, dla których liczą się piękne twarze młodych polityków, wrażliwych na kampanię w internecie i „gadżeciarstwo” - oferta nowoczesna, oparta na liftingu i znacznym odmłodzeniu oblicza sojuszu. A dla „starego elektoratu”, skupionego jednak nie na internetowej stronie kampanii, a raczej na przykład na wywiadach (tak prasowych, jak i tych w telewizji), ale też często bardziej zainteresowanych samą polityką - inna przynęta: „zaplecze eksperckie”, oparte o stare twarze, nie będące może obecne na plakatach wyborczych, natomiast widoczne w mediach. Nie na tyle, aby zniszczyć usilnie kreowane „młode oblicze” Sojuszu, natomiast na tyle często, aby nie pozwolić o sobie zapomnieć. Widać to po prasowych wypowiedziach Leszka Millera, którzy mówi, że „swoje już zrobił, teraz wolałby pozostać zapleczem doradczym dla młodszych kolegów”, czy zapowiedziach o „reaktywacji” starych, zasłużonych działaczy, i kierowaniu do „budowy zaplecza intelektualnego” , oraz ich udział w niedawno zapowiedzianym zespole „liderów tematów” . I to oni w myśli strategicznej Grzegorza Napieralskiego mają odpowiadać za utrzymanie „starszej części”, a przy wystarczająco efektywnej pracy – być może nawet za przyciągnięcie nowych wyborców. Tych, z grupy „racjonalnych”, dla których niekoniecznie liczą się hasła wyborcze, a bardziej opinie specjalistów. Tym bardziej, że obserwujemy odpływ tej grupy od Platformy Obywatelskiej, spowodowany zmasowanym ostrzałem tejże przez ekspertów ekonomicznych, z Leszkiem Balcerowiczem na czele. Strategia wygląda jak na razie obiecująco, a notowania SLD, jak i samego Napieralskiego poprawiają się. Czy jednak tendencja ta będzie trwała, okaże się po upływie odpowiedniej ilości czasu.

Nowe szaty Sojuszu? Część 1



Czytając wpis o Januszu Palikocie przyszło mi do głowy, że w pewnym stopniu analogiczne do działań Palikota mają też ostatnio miejsce działania w Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

W ostatnim czasie stosunkowo sporo mówi się o "odrodzeniu" SLD. W niedawnych wypowiedziach wspominali o tym także lider tej partii, Grzegorz Napieralski, oraz jej rzecznik prasowy, Tomasz Kalita. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej sprzed ponad tygodnia sugeruje, że obecne SLD to już nie ta sama partia co wcześniej, teraz to partia młodych, ambitnych trzydziestolatków, niezwiązanych ze "starym pokoleniem" post-PZPR-u, formacja szykująca „kulturową rewolucję”. Czy nastawienie się SLD na młodych wyborców, prezentowanie świeżych twarzy, przy jednoczesnym dystansowaniu się do polityków takich jak Leszek Miller (wystarczy spojrzeć na słowa z przywołanego wywiadu dla GW: „zostało tylko dwóch Leszków, nierozumiejących tego, co się w Polsce i na świecie stało: Leszek Balcerowicz i zafascynowany liberalizmem gospodarczym Leszek Miller”) ma szansę zdać egzamin? I przede wszystkim, czy faktycznie celem Napieralskiego jest zbudowanie wizerunku partii zupełnie nowej, odcinającej się od dawnych, starszych działaczy, którzy tą formację budowali? A może chodzi o coś innego?

Stawiamy na młodych!

Nie trzeba się przyglądać zbyt uważnie, aby dostrzec tendencję do odmładzania "twarzy" Sojuszu. Widać to wyraźnie nawet w samym Opolu, gdzie ostatni kandydat na prezydenta nie był - jak konkurenci ze strony PO czy PiS - doświadczonym samorządowcem o uznanej pozycji i dokonaniach. Przeciwnie, dla wielu był niemalże „człowiekiem znikąd”. Mimo to, osiągnął świetny wynik, niemal pokonując w drugiej turze urzędującego prezydenta Zembaczyńskiego, a wcześniej zdecydowanie pokonując i eliminując z drugiej tury kontrkandydatkę Prawa i Sprawiedliwości.

Mogłoby się wydawać, że odmładzanie faktycznie może być bardzo skuteczne. Nie wolno przy tym zapominać o wciąż powtarzanych przez Polaków opiniach o zmęczeniu polityką, „zabetonowaniu sceny”, o „głodzie nowych twarzy”, opiniach, że zbliża się czas wymiany elit, czy rozprawienia się z tymi, którzy raz po raz nie dotrzymują obietnic. Polacy chcą realnej alternatywy, czegoś nowego, co ich przekona, zamiast kolejnych obietnic tych samych telewizyjnych „gadających głów” czy wybierania „mniejszego zła” i głosowania „żeby tylko X nie wygrał”. Do tego młodzi kandydaci mają wiele zalet łatwych do marketingowego „sprzedania” – młody, atrakcyjny wygląd, który lepiej prezentuje się na plakatach wyborczych, poza tym nie wyglądają komicznie przekonując młodych, że przecież uwielbiają komputery, a Internet oraz inne nowoczesne technologie to dla nich drugi dom. Dodajmy do tego świadomość problemów młodszego pokolenia, czy bliższy z nim kontakt ale też „nowe spojrzenie”, nieuwikłanie w dawne „siatki”. A młode pokolenie, jako to najmniej angażujące się w politykę, jest też jedną z najłatwiejszych do „przeciągnięcia na swoją stronę” grup wyborców, stosunkowo mało zagospodarowaną i niezbyt się identyfikującą z klasą polityczną. Gra jest więc zdecydowanie warta świeczki, bo formacja, która odnajdzie magiczny klucz do serc młodych i niezdecydowanych, ogromnie zwiększy swoje szanse wyborcze.