Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 maja 2011

Jak Arabi przekształcali hańbę na wolność

Możliwie, że arabska rewolucja w 2011 roku bezbłędnie wykryła geografię smutku i okrucieństwa. Najpierw wybuchła w Tunisie, następnie ruszyła na wschód, przez Egipt, Bahrajn, by potem znów powrócić do Libii. W Tunisie i Egipcie, jak się zdaje, wolność polityczna zwyciężyła stosunkowo łatwo na tle ludowej radości. Lecz w Libii kontrrewolucja stawiła opór, i despota, pozbawiony litości, ogłosił wojnę własnemu narodowi.

Trzeba zaznaczyć, że tłum też nie jest bez grzechu. Dziesięcioleciami Arabowie łapali się na haczyk dyktatorów, skandowali ich imiona i wierzyli w ich obietnice. Odwracali oczy od wielu przestępstw.

Niewielu Arabów zwróciło swoją uwagę na to, w jaki sposób imam Musa al-Sadr, lider szyitów Libanu, w 1978 roku zniknął podczas wizyty w Libii. Wśród tradycji Arabów gościnność jest jedną z głównych cnót kultury, lecz to przestępstwo pozostało bezkarnym. Pułkownik Kaddafi miał pieniądze, mógł nimi szastać na prawo i lewo, i uczeni opiewali jego działalność pochwałami.

Żeby zrozumieć teraźniejszość, rozpatrujemy przeszłość. Chaos w polityce arabskiej zaczął się w latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku, kiedy władcy przejmowali władzę i porzucali ją bardzo regularnie. Usuwali ich najemni mordercy albo rzucały im wyzwanie siły polityczne, które miały własne źródła siły i przekonań. Monarchów odsuwali od władzy stosunkowo łatwo, i nowi ludzie, z uboższych klas społecznych, przejmowali władzę z pomocą armii i radykalnych partii politycznych.

W latach 80-tych w Egipcie, Syrii, Iraku, Libii, Alzirze pojawiła się nowa polityczna istota: represyjne "państwo narodowego bezpieczeństwa" z fanatycznymi środkami kontroli i terroru. „Nowi ludzie” byli bezlitośni, przebudowali świat polityczny, często posuwali się do zabójstw. U Arabów zapanował świat okrucieństwa.

Przeciętni mężczyźni i kobiety pogodzili się z realiami, skupili się na życiu prywatnym swoich rodzin. W obszarze publicznym panował kult władców, nieograniczonej władzy Saddama Husajna, Muammara Kadafiego, Hafeza al-Assada w Syrii i Zin Al-Abidin Bena Ali w Tunisie. Tradycyjne ograniczenia władzy były zniesione, i między władcą i poddanymi nie „podpisano” żadnej nowej umowy społecznej.

Lęk stał się treścią polityki.

Zresztą, dopóki buntownicy i uczestnicy rewolt przeszłości starzeli się, wychowywali swoje dynastie, zostali "właścicielami kraju". Wstyd - duża dyscyplinująca siła w starym arabskim życiu - porzuciła arabskie ziemie.

Owi władcy nie schodzili z nieba. Pojawili się z grzechów działań i bezczynności świata arabskiego. Dzisiejszymi powstaniami kieruje, przede wszystkim, życzenie oczyszczenia się od plam i win takiego ślepego posłuszeństwa despotom.

Nie istnieje znak, granica, którą można by było dokładnie wyróżnić, kiedy i dlaczego arabski naród zmęczył się dyktatorami. Na ile takie ogromne eksplozje można przewidzieć. To powstanie było nieuniknioną odpowiedzią na stagnację gospodarki arabskich krajów. W takim razie wyczerpały się legendy arabskiego nacjonalizmu, które przeżyły dwa pokolenia. Młodszym mężczyznom i kobietom zanudziło się mamienie Palestyną. Rewolucja musiała się odbyć.

W dużych skupiskach ludzi, w Tunisie, Kairu i Bahrajnie, w libijskich miastach Bengazi i Tobruk miliony Arabów zebrały się razem, żeby pożegnać się z epoką spokoju. Skończyli z polityką lęku i milczenia.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że arabskie rewolucje są sprawą samych Arabów. Żaden cudzoziemski statek nie przyszedł im na pomoc, ich wyzwolenie będzie całkowicie zależało od nich. Intuicyjnie protestanci zrozumieli, że władcy byli chytrzy. Przekonali zachodnie demokracje, że są możliwe albo rządy Tirany, albo perspektywa zamieszek i chaosu.

Więc teraz uwolnieni z niewoli, będą formowali własny świat i będą popełniać własne błędy.

Massimo d'Azeglio, arystokrata z Piemontu, którego przepełniał duch tych czasów, napisał to, co dla mnie jest najbardziej porywającymi słowami o nadziei na wolność i jej niebezpieczeństwach : "Dar wolności - jak koń, piękny, silny i żwawy. W niektórych on wywołuje życzenie jazdy okrakiem, a u wielu innych, przeciwnie, powiększa życzenie chodzenia pieszo". Dziesięcioleciami Arabowie szli i kulili się powodowani lękiem. Teraz pragną pojeździć okrakiem. Również mądrze nie zwracają uwagi na tych, którzy chcieliby rozmawiać z nimi o ryzyku związanym wolnością.

wtorek, 24 maja 2011

Hiszpańska rewolucja



15 maja 2011 r. dziesiątki tysięcy Hiszpanów wyszło na ulicę 50 miast kraju by protestować przeciwko sposobowi uprawiania polityki przez zawodowych polityków. Manifestacje zostały zwołane poprzez wysyłane wiadomości na znanych portalach społecznościowych przez pacyfistyczny ruch „O Prawdziwą Demokrację”, alterglobalistów i ponadnarodową organizację ATTAC. Od początku protestu obecne na demonstracjach było także nowe ugrupowanie „Młodzież bez Przyszłości’, którego hasłem przewodnim jest: „bez domu, bez pracy, bez dochodów, bez strachu”. W mediach protestujących Hiszpanów, ze względu na datę rozpoczęcia manifestacji, nazwano „Ruchem 15 maja”, a w skrócie „M-15”.

Życie jak w Madrycie?

Właśnie w stolicy Hiszpanii, w samym sercu madryckiego Starego Miasta, na placu Puerta del Sol od niedzieli kontynuowano protestacyjne wiece. Tłum pozornie wyglądający z boku na wesoły festyn, w rzeczywistości dobitnie wyrażał swój sprzeciw wobec bezrobociu, korupcji i beznadziejności, w której co raz głębiej tonie Hiszpania. Początkowo wśród manifestujących można było zauważyć głownie studentów i młodzież, ale z czasem dołączyli do nich emeryci, bezrobotni, urzędnicy i starsi ludzie. Wszyscy zgodnie głosili niezadowolenie i zniechęcenie do działań polityków, obecnego modelu rządzenia, wszechobecnej korupcji i postępującego kryzysu gospodarczego. Protestujący wznosili transparenty z napisami: „Nie jesteśmy towarem w rękach polityków i bankierów”, „O prawdziwą demokrację, bez cenzury”, „Jedz bogaczy” oraz „Powstańcie ludy Europy”.

Sami demonstranci od początku informowali, że celem ich protestu jest zmiana systemu, a nie ekipy rządzącej i nie manifestują przeciwko konkretnej partii politycznej. Frustracja wśród Hiszpan rośnie ze względu na postępujący kryzys gospodarczy. W kraju tym jest 4,9mln osób bez pracy, a stopa bezrobocia sięga 21,3% i jest najwyższa
w UE. Najbardziej poszkodowaną grupą są młodzi ludzie, absolwenci studiów wyższych, gdyż aż 44% nie znajduje zatrudnienia. Porażająca jest także liczba rodzin, w których nikt nie pracuje, sięga ona bowiem aż 1,3mln.

W Hiszpanii od ponad 30 lat rządzą na przemian dwie największe partie- centroprawicowa, konserwatywna Partia Ludowa (PP) oraz socjaldemokratyczna Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE), które nie mają recepty na problemy dotykające mieszkańców tego kraju. Dotychczas sprawująca władzę PSOE, na czele z premierem Zapatero, przeprowadziła reformy polegające na obcięciu wynagrodzeń, likwidacji becikowego czy wydłużeniu wieku emerytalnego, co nie spodobało się obywatelom.

Czy to już rewolucja? Media milczą.

W mediach działania ruchu „M-15”, niepokojąco podobne do „arabskiej wiosny”, zyskały miano hiszpańskiej rewolucji. Jednak protestujący Hiszpanie niechętnie odnoszą się do tych porównań przypominając, iż w Libii czy Egipcie walczyli o wolność i demokrację, a oni właśnie sprzeciwiają się obecnemu modelowi rządzącemu, rosnącej korupcji i biedzie oraz arogancji i ignorancji władzy. Pomimo odmiennych postulatów protest hiszpański przypomina obrazy, jakie towarzyszyły całemu światu przez tygodnie w północnej Afryce. Wspólne elementy łączące te dwa historyczne wydarzenia to m.in. przemiana pokoleniowa, wykorzystanie serwisów społecznościowych do zorganizowania protestów oraz poważny kryzys gospodarczy, który zniszczył zatrudnienie i nadzieje na poprawę sytuacji w tych krajach. Różnica pomiędzy młodymi Arabami a Hiszpanami jest taka, że pierwsi pragnęli prawa do głosowania, a drudzy chcą je zbojkotować.

Podczas, gdy od 15 maja cała Hiszpania była pochłonięta protestami, polskie media skutecznie milczały na ten temat. Jedynie w depeszy PAP można było wyczytać kilka zdań o demonstracjach, które mimo wszystko pomijały najważniejsze informacje albo zaniżały ilość manifestujących. Podobnie było w innych, zagranicznych mediach, takich jak BBC, CNN czy Reuters- hiszpańska rewolucja została w nich zupełnie przemilczana bądź potraktowana jak mało znacząca wzmianka. Powodem tego może być strach Europy przed masowymi protestami w kolejnych krajach UE. Nie sposób nie zauważyć podobieństwa pomiędzy problemami protestujących Hiszpanów, a tymi, z którymi borykają się Polacy. Hasło „Młodych bez przyszłości” oddaje sytuację młodych Polaków: „bez mieszkania, bez pracy, bez emerytury”. Jedynie ostatni człon dzieli naszych rodaków z Hiszpanami, gdyż na pewno nie można do nich odnieść zwrotu „bez strachu”. W przeciwieństwie do hiszpańskiej mobilizacji, Polaków charakteryzuje raczej bierność.