Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rekordowa fala imigrantów we Włoszech.

Szacuje się, że w ciągu ostatniego tygodnia, do Włoch napłynęło około 11 tysięcy nielegalnych imigrantów z Afryki. W związku z narastającą liczbą ludzi uciekających z Afryki Północnej, władze w Rzymie przygotowują plan opanowania tej krytycznej już sytuacji. Mieszkańcy Libii uciekają ze swojego kraju ogarniętego wojną domową, gdzie wybrzeże opanowały gangi przemytników ludzi. W związku z tym wzrosła fala uchodźców z wielu krajów Afryki, którzy ryzykują swoje życie podczas podróży na włoskie wybrzeże. Włoska Straż Przybrzeżna notuje około 1500 nielegalnych imigrantów dziennie. Nie wiadomo natomiast ile osób ginie w podróży do swojej ziemi obiecanej. Według szacunkowych obliczeń od początku tego roku zginęło już 950 osób. Problemem w tej sytuacji nie są tylko ginący ludzie ale przede wszystkim Ci, którzy przeżyli. Ponieważ rząd Włoch nie radzi sobie finansowo z tą sytuacją. Oprócz braku pieniędzy nie ma również miejsc dla tych ludzi. Włoski MSZ rozesłał do władz lokalnych polecenie znalezienia tysięcy miejsc dla przypływających, jednak odzew mierny.
W rozwiązaniu tego problemu Włosi zwrócili się o pomoc do Unii Europejskiej. Kraje południa postulowały o rozsyłanie imigrantów do wszystkich krajów wspólnoty. Europejscy przywódcy zdecydowali jednak, że przyjmowanie imigrantów będzie dobrowolne. Każdy kraj będzie decydował ile osób przyjmie, bez narzucania określonych limitów. Po ogłoszeniu tej decyzji, premier Ewa Kopacz podkreśliła, że "ta solidarność musi być na miarę i możliwości każdego kraju", wyraziła również zadowolenie z zapisu o dobrowolności każdego kraju. Trzeba wspomnieć, że Polsce od początku nie podobał się pomysł narzucania limitów imigrantów. Jednak nie byliśmy jedynym krajem, który miał podobne stanowisko. Komisja Europejska w maju ma jednak przedstawić założenia jednolitej polityki migracyjnej. Jednym z pomysłów jest umożliwienie imigrantom składania wniosków o azyl w ich krajach oraz pomoc finansowa dla krajów Afryki północnej, tak aby to one mogły patrolować granice oraz prowadzić misje ratownicze. Bruksela mówi, że to ostatni moment, aby podjąć jakieś działanie. Jak już wspomniano, wiele państw nie zgadza się na ustalenie konkretnej liczby imigrantów, których trzeba przyjąć. Co wtedy byłoby wyznacznikiem, kto i ilu imigrantów ma przyjąć. Czy liczba ludności lub imigrantów w danym kraju czy może wskaźnik rozwoju gospodarczego?
W próbie rozwiązania tego problemu należy uwzględnić nie tylko interesy państw, które miałyby ewentualnie pomóc ale przede wszystkim dostrzec człowieka. W całej tej sytuacji chodzi przecież o ludzi, którzy ryzykują życie, uciekając z kraju pogrążonego w wojnie. Mogą zginąć w ojczyźnie lub w podróży. Drugi wariant daje jednak nadzieję na nowe, lepsze życie.Oczywiście złotym środkiem byłoby rozwiązanie problemu u źródła, czyli tak aby mieszkańcy Afryki w ogóle nie chcieli z niej uciekać. Czy jest to jednak możliwe? Historia niejednokrotnie pokazała, że nie do końca.

piątek, 11 maja 2012

Afryka - kontynent niespodzianka

Od dawna wiadomo, że Afryka jest kontynentem niestabilnym, na którym wojny domowe stanowią smutną, ale jakże realną rzeczywistość. Wojny w Rwandzie czy ostatnia islamska wiosna ludów w północnej części kontynentu są dobrze znane reszcie społeczności międzynarodowej. Jednak nie każdy słyszał o regionie Kivu leżącym we wschodniej części  Demokratycznej Republiki Konga, położonym nad brzegami jeziora o tej samej nazwie. Wojna, która z krótkimi przerwami trwa w tym rejonie od dawna wybuchła na nowo. Dzieje się tak za sprawą plemiennych nieporozumień, które w Afryce są najczęstszą przyczyną konfliktów.

Źródło: http://www.fischer.eawag.ch/organisation/abteilungen/surf/schwerpunkte/project_overview/distr_kivu/index_EN


Cofnijmy się do roku 1996…

Wojna we wschodniej części Republiki Konga wybuchła w 1996 r., kiedy to plemienie Tutsi, wspierane przez rząd Ugandy, wywołali zbrojną rebelię przeciwko dotychczasowemu prezydentowi Mobutu Sese Seko. Szacuje się, że w kongijskiej wojnie trwającej z przerwami już ponad dekadę zginęło ponad 4 mln ludzi. Należy wspomnieć o tym, że wspierając rząd lub rebeliantów w wojnie tej uczestniczyło ponad 10 państw. Dzięki interwencji ONZ, która wysłała tam swoje (najliczniejsze w historii) siły, udało się przerwać krwawą masakrę. Kongijska wojna już teraz nazywana jest jednak „największą współczesną wojną Afryki”.


Dlaczego tak źle dzieje się w Afryce?
Upatrywać tych problemów można w systemie kolonialnym, m.in. wyzyskowi ziem Czarnego Lądu przez zachodnich najeźdźców. Kolejne afrykańskie rządy dochodzące do władzy, ulegały pokusie korupcji, pertraktując z biznesowymi magnatami, nie patrząc na potrzeby obywateli. Znamiennym przykładem wydają się być tutaj Chiny wyznające zasadę „ropa za broń”. Rząd w Pekinie, który nawiasem mówiąc także nie przestrzega  podstawowych praw swoich obywateli, nie przejmuje się autorytarnymi, a wręcz totalitarnymi metodami rządzenia afrykańskich przywódców. Jak wiadomo Afryka jest kontynentem niewykorzystanych możliwości. Amerykańskie koncerny boją się zaryzykować życie swoich pracowników w tak niestabilnym otoczeniu. Lukę po Amerykanach bardzo szybko zapełnił więc Pekin, który czerpie ogromne korzyści ze współpracy z krajami Czarnego Lądu (i odwrotnie).
 Z drugiej strony w większości państw Afryki nadal można zauważyć podziały plemienne, co także utrudnia sprawne kierowanie społeczeństwem.

Źródło: http://bez-granic.pl/index.php/dlaczego/kongo/


Trwające od ponad miesiąca krwawe ataki przyczyniły się do powstania nowej fali uchodźców, która „popłynęła” do Rwandy. Liczbę uchodźców ze wschodniego Konga szacuje się już na ponad 20 tysięcy. Ciężko stwierdzić jak ten konflikt się zakończy. Z wcześniejszych doświadczeń należy wnioskować, że nawet jeśli konflikt na jakiś czas wygaśnie, to za jakiś czas wybuchnie na nowo ze zdwojoną siłą.

wtorek, 13 marca 2012

Głos Sprawiedliwości czy Afrykański Bin Laden?



W zeszłym tygodniu w serwisie YouTube.com najpopularniejszym nagraniem był półgodzinny film Kony 2012. Film wyprodukowała amerykańska organizacja społeczna Invisible Children Inc (pol. Niewidzialne dzieci). W ciągu pierwszych 5 dni film został wyświetlony w serwisie YouTube.com ponad 70,6 miliona razy. Z kolei w ciągu ostatnich dni, w telewizji internetowej CNN co czwarty reportaż był poświęcony Josephu Kony.

Na początku marca 2012 organizacja Invisible Children Inc rozpoczęła kampanię pod tytułem Kony 2012. Ta medialna kampania ma na celu nagłośnienie zbrodni, której dopuścił się Kony. Organizatorzy chcą poruszyć ten problem pośród społeczeństwa i doprowadzić do aresztu Konyego. Do kampanii dołączyło 25 celebrytów, takich jak: Rihanna, Angelina Jolie, George Clooney, Oprah Winfrey, Mark Zukenberg, Lady Gaga, Bill Gates oraz grono polityków na czele z Georgem W. Bushem, Condolizzą Rice, Billem Klingtonem, Mittem Romneyem, i innymi.
Organizacja Niewidzialne dzieci była założona w 2004 roku przez trzech studentów, którzy przyjechali do Afryki żeby stworzyć film dokumentalny o wojnie domowej w Ugandzie. Niewidzialne dzieci rozwinęły szeroką działalność: urządzały prezentacje w średnich szkołach, przeprowadzały wydarzenia (m.in. flash moby) i kręciły filmy.
Kim jest Kony?
Joseph Kony to ugandyjski zbrodniarz wojenny, przywódca Lord’s Resistant Army  (LRA), partyzanckiej grupy zaangażowanej w brutalną kampanię o ustanowienie władzy w Ugandzie. Szacunkowo LRA uprowadziło od początku konfliktu w 1987 roku od 25000 do 30000 dzieci.
W latach 80-ch w Ugandzie rozpoczął się konflikt. W trakcie rewolucji został obalony prezydent Tito Okello. Wojskowi i dygnitarzy uciekli z kraju w obawie przed nowymi władzami i dołączyli do wojsk opozycji. Joseph Kony organizował United Holy Salvation Army (później - Lord’s Resistant Army), która w 1988 roku zaczęła przymusowo rekrutować dzieci do armii, przekształcając się w znaczącą armię rebeliancką.
Kony ogłosił się generałem LRA i  "Wcieleniem Świętego Ducha", a także opracował partyjną ideologię. Od tamtej pory głównym celem walki było utworzenie w Afryce teokratycznego państwa, które żyje według 10 Biblijnych przykazań. Przyczym główną metodą walki stało się morderstwo wszystkich "grzesznych"  ludzi, a sposobem uzupełnienia własnych szeregów porywanie dzieci.
Kony jest bardzo charyzmatyczną osobą i jednocześnie ostrożnym, i pragmatycznym dowódcą. Od 25 lat udaje się jemu terroryzować rozległy region, chowając się w dżunglach od tropiącej go armii kilku państw. Jego ataki, podczas których "grzesznych" spalają na stosach czy po prostu ćwiartują, wprowadzając horror pośród ludności, stały się przyczyną wymuszonego przesiedlenia 2 mln mieszkańców Afryki. 

Reakcja Zachodu

Po zamachach na World Trade Center, Stany Zjednoczone uznały Lord's Resistance Army i Konyego za terrorystów. W październiku 2005 roku, Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Josepha Konyego, oskarżając jego o zbrodnie przeciwko ludzkości.
Krwawe zbrodnie dokonywane przez  aktywistów Konyego szokowały zachodnie społeczeństwo, lecz nie wywołały żadnych rezolutnych działań. Chociaż Stany Zjednoczone wiedziały o masowych zbrodniach dokonywanych przez Josepha Kenyego, od wielu lat, to znacząco nie reagowały. Pierwsze ważne działania podjęte przez Waszyngton miały miejsce w październiku 2011 roku, kiedy prezydent Barack Obama skierował do Ugandy 100 żołnierzy. Ich celem było znaleźć i doprowadzić Josepha Konyego przed Trybunał Sprawiedliwości. Jednocześnie amerykańska organizacja Niewidzialne dzieci wprowadziła program Kony 2012. 
Dlaczego teraz?

Dlaczego dopiero teraz rozpoczęto kampanię przeciwko zbrodniarzowi wojennemu, który terroryzuje rozleglą część afrykańskiego kontynentu od ponad 25 lat? 
Jedną z przyczyn jest to, że uchodźcy z Armii Konyego zaczęli głośno mówić o jej istnieniu. Świadectwa uchodźców z obozu Konyego, takich jak przykładowo Evelyn Apoko. 22-letnia dziewczyna od 12 roku życia była tam więziona. Jej udało się uciec z niewoli, obecnie ona mieszka w USA. Apoko została oszpecona na twarzy na skutek wybuchu w obozie Konyego.
Obecnie słyszy się bardziej pragmatyczne opinie, które mówią o konieczności przeprowadzenia pewnego typu społecznej kampanii mającej na celu przekonać społeczeństwo do konieczności funkcjonowania wojsk USA  na terytorium Afryki. Tutaj nasuwa nam się pytanie, jaki może być „interes” Stanów Zjednoczonych w Ugandzie? Może ropa naftowa? Uganda nigdy nie była państwem posiadającym złoża ropy naftowej. Ale sytuacja radykalnie zmieniała się w 2009 r., kiedy to w rejonie jeziora Albert odkryto złoża naftowe o objętości 2,5 miliarda baryłek. Te zapasy pozwalają w całości zabezpieczyć potrzeby Ugandy. Chiny zainteresowały się znaleziskiem Ugandy. Następnie, Chińska Kompania Naftowa (CNOOC Ltd.) zawarła umowę z Brytyjską Kompanią Naftową Tullow Oil na wydobycie 1/3 zasobów ropy naftowej  w  Ugandzie.  
Można przypuszczać, że szum medialny wokół "afrykańskiego terrorysty №1" ma na celu zabezpieczyć legitymistyczność wzmacniania wojskowej obecności USA w regionie, w oczach społeczeństwa. Czyż nie podobny scenariusz był rozegrany w Iraku? Możemy się tylko domyślać w jakim celu USA nagle zaczęły interesować się sprawą. A może jednak kampania przeciwko „Afrykańskiemu Bin Ladenowi” naprawdę została wywołana przez  filantropizm amerykańskiej dyplomacji? Oby rzeczywiście tak było.