Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reformy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reformy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 kwietnia 2016

Poroszenko przeznaczył polskiego reformatora Balcerowicza swoim przedstawicielem w Radzie ministrów.

Były minister finansów Polski wraz z ex-vice-premierem Słowacji będą pomagać reformować Ukrainę.

Polski reformator Leszek Balcerowicz teraz będzie przedstawicielem prezydenta w Gabinecie ministrów Ukrainy. Odpowiedni dekret prezydent Piotr Poroszenko podpisał w piątek, zawiadamia służba prasowa prezydenta
.
Zawiadamia się, że UE poparła stworzenie jedynej Grupy strategicznych doradców z wsparcia reform w Ukrainie
.
Z kolei głowa państwa ogłosił, że na Ukrainie będzie zespół z reformowania państwa.

"Nasza zasadnicza pozycja – nie będziemy mieć prezydenckiego i premierowskiego zespołu i grupy. U nas będzie jedna, wspólna drużyna, która będzie reformować kraj", – powiedział głowa państwa.
Jednym ze współprzewodniczących Grupy będzie Balcerowicz, który pracował wice-premierem i ministrem finansów Polski w latach 1989-91 i 1997-2000, a także szefem Narodowego banku Polskiego w latach 2000-2007.

Oprócz tego, jego przeznaczyły doradcą Prezydenta Ukrainy i współprzewodniczącym Zespołu strategicznych doradców z wsparcia reform w Ukrainie.

Jeszcze jednym współprzewodniczącym grupy będzie były wicepremier i eks-minister finansów Słowacji Ivan Miklos, który jednocześnie będzie kierował zespołem doradców premier-ministra Ukrainy Wołodymyra Hrojsmana.

"Dla mnie będzie wysokim zaszczytem pracować z panami Balcerowiczem i Mikloszem, uczęstnikami grupy reform. Myślę, że jest to zgodne z poglądami składu Gabinetu Ministrów.Chcę powiedzieć, że większość ministrów są ustawione na reformy i zmiany w kraju", – powiedział premier-minister Wołodymyr Hroisman na spotkaniu z Poroszenko.

"Rozwój Ukrainy znacznie lepiej, niż obraz, który rysują o Ukrainie. Muszę pokazać te osiągnięcia, które nie zawsze są postrzegane Zachodem" – powiedział Balcerowicz.

Zapewnił, że jednym z kierunków jego działalności na nowym stanowisku będzie aktywna praca z zachodnimi inwestorami i politykami w celu przedstawienia aktualnej sytuacji na Ukrainie i osiągnięć naszego kraju na drodze reform.

Ivan Miklos zaznaczył, że Ukraina ma znaczny niewykorzystany potencjał.

"Naszym celem będzie nie stworzenie jakiejś paralelnej struktury, a pomóc ukraińskim reformatorom podołać problemy. Będziemy pracować", – podkreślił on.

Balcerowicz przedstawił swój plan reform dla Ukrainy.



Ukraina potrzebuje demonopolizacji i masowej deregulacji.

Ojciec "terapii szokowej" w Polsce, były wicepremier i minister finansów Polski ogłosił listę konkretnych punktów reform, które musi zrealizować Ukraina.

"Demonopolizacja. Gdzie jest lista monopoli, którą należy  rozbić, czyli stworzyć realną konkurencję. Masowa deregulacja. Czy komisja? Przy czym komisja najwyższego poziomu. Przecież w parlamencie wiele dobrych osób, które mogły by szybko stworzyć komisję do deregulacji. Przy czym równolegle wprowadzić takie mechanizmy, żeby raptem nie zaczęły odradzać się nowe regulacje. I to bardzo ważny punkt ", -powiedział Balcerowicz w wywiadzie.

Następny moment, według jego słów, to kryteria oceny. "Po pierwsze, wzrost zaufania do Ukrainy z boku finansowych rynków. Wskaźniki są bardzo proste - stabilizowanie hrywni i obniżenie inflacji. I pierwsze, i drugie bardzo ważne dla ludzi. A to zależy od konsolidowania budżetu, czyli skrócenia kosztów, które u was bardzo duże. Ludzie muszą rozumieć, że konsolidowanie budżetu - to klucz do stabilizowania. Nawet jeżeli rozmowa dotyczy o takich nieprzyjemnych rzeczach, jak podwyższenie taryf. Jeśli to odbywa się, to stabilizuje się hrywnia. A przy prawidłowej monetarnej polityce i stabilizowaniu hrywni zaczyna szybko obniżać się i inflacja", - powiedział Balcerowicz.

Dalej, na myśl polskiego polityka i eksperta, potrzebna jest stabilizacja banków, do czego potrzebne są nowe kapitały. "I właściciele prywatnych banków muszą zwiększyć rozmiary kapitałów - sami właściciele, a nie państwo.U prywatnych banków nagromadziły się złe kredyty, banki potrzebują w rezerwach, a to znaczy, że trzeba zwiększać wielkość kapitału. To bardzo konkretny punkt ", – zaznaczył polityk.

"Dalej – prywatyzacja. Ponownie, bardzo konkretnie. Nie mówię, że prywatyzować trzeba absolutnie wszystko. Ale odkładać prywatyzacji nie można. Jeśli będzie stabilizacja, a po udanej realizacji programu jest możliwe w ciągu kilku miesięcy, wtedy będą wzrastać i ceny na przedsiębiorstwa", - opowiedział swoją wizję Balcerowicz. Również, jego zdaniem, konieczny plan separacji "Naftogazu".

"Dlatego, że "Naftogaz"- to jest bardzo poważne pytanie. I trzeba rozdzielić wydobycie, przechowywanie i transportowanie. Bo argumentów na rzecz tego, że  " Naftogaz " musi przedłużać istnieć w obecnej formie, nie ma. Po drugie, jeśli dobrze rozumiem sytuację, to u was niektóre duże przedsiębiorstwa po prostu nie płacili "Naftogazu". I jeśli tak, to z tym trzeba coś pilnie zrobić.

Bo długi "Naftogazu" – to zadłużenie budżetu. I sanacja "Naftogazu" – to bardzo ważna część uzdrowienia budżetu. To znaczy, że wszytcy dłużnicy bez wyjątku muszą spłacić długi. Przy czym tak, by o tym było wiadomo społeczeństwu ", - pewny Balcerowicz.

niedziela, 27 maja 2012

Czy będzie w Gruzji swój zjazd?






Reformy w Gruzji.
Plusy:
- W Gruzji są stworzone dobre warunki dla prowadzenia biznesu.
- Efektywnie prowadzi się walka z zorganizowaną przestępczością, są  deportowane złodzieje w prawie.
- Są zbudowane nowe szpitale.
- Jest zlikwidowana korupcja, zwłaszcza w organach ścigania.
- Tbilisi i Batumi - nieprzerwany plac budowy.
- Armia wyposaża się za standardami NATO.
- Przeprowadza się aktywna praca po powrocie emigrantów.
Minusy:
- Gruzja nadal bardzo biedny kraj. Zwłaszcza to wyraźnie w wiejskiej miejscowości.
- Wszyscy ci ludzie są deportowane bez dowodów winy.
- Szpitale, na zatwierdzenie miejscowych, pusti. Leczyć się w nich nie po kieszeni, a ubezpieczenie pokrywa tylko rzadkie choroby.
- Znowuż, po zatwierdzeniach krajowców, korupcję posprzątały, lecz biurokrację stworzyły.
- Gruzja ostatecznie utraciła prawie jedne trzeci swojego terytorium, gruzinskie towary znalazły się w blokadzie z boku Rosji.
- Emigranci powracać nie pośpieszają, szybciej przeciwnie, wiele osób wciąż chcą pojechać.
W ogóle, że to jest zrobione, i zrobiono nieźle, coś jest nie zrobione (czy zrobiono nie tak, jak chciało się by). Lecz mnie interesuje w tym wypadku nie to. Mnie interesuje los gruzinskich reform po odejściu Saakaszwili. W styczniu 2013 roku zakończa się termin jego prezydenckich uprawnień i kandydować w ten raz on już nie będzie, ponieważ nie ma prawa czynić to trzy terminy po kolei. Nie wykluczono, że na jego miejsce przyjdzie ktoś z jego najlutych politycznych oponentów, takich u Saakaszwili wystarcza.
Wiele osób obwiniają Saakaszwili w tym, że on wykorzystuje stalinowskie metody(przed chwilą nie rozstrzeluje). Rzeczywiście, "złodziei w prawie" deportowały bez sądu i śledztwa, walka z korupcją trzyma się na totalnym kłamstwie i całym systemie prowokatorów, wprowadzonych do struktur państwowych i zwłaszcza do policji. Obwiniają tak samo Saakaszwili w rozprawie nad politycznymi oponentami. Na przykład tajemniczą śmierć Badri Patrkacyszwili często związują z gruzinskimi służbami specjalnymi, chociaż oficjalnie nic nie udowodniono.

środa, 9 marca 2011

Rok bez „szkodnika”


Od listopada 2007 roku w Polsce władzę sprawuje rząd Donalda Tuska, który wytrwale działa na rzecz tego, by „żyło się lepiej”. Dzielny jest ten rząd. TVN, GW i inne zaprzyjaźnione media nieustannie informowały opinię publiczną o kolejnych rewelacyjnych pomysłach rządu. Donald Tusk wraz z kompanami dzielnie kroczył ścieżką postępu, przygotowując kolejne ustawy.
Ale na końcu każdej drogi legislacyjnej usadowił się ciemny charakter, prezydent Lech Kaczyński, który od rana aż do nocy siedział i myślał nad tym, co by tu zawetować. Tusk strwożony tym potworem pożerającym kolejne uchwalone przez parlament ustawy, przestał opracowywać fundamentalne reformy, o których tyle mówił w czasie kampanii wyborczej – bo prezydent i tak zawetuje.

Od niemal roku Lech Kaczyński nie żyje. W pałacu prezydenckim zaczął urzędować Bronisław Komorowski, który do dnia dzisiejszego zawetował jedną, jedyną ustawę (o redukcji zatrudnienia urzędników). Złośliwi twierdzą, że było to wyreżyserowane posunięcie, które miało pokazać, jak bardzo prezydent Komorowski jest samodzielny. Ale mniejsza o to. Poszukajmy może tych wszystkich reform, które rząd Platformy Obywatelskiej wprowadziłby gdyby nie Lech Kaczyński. Gdzież one są ? Może w kancelarii prezydenta czekają na podpis ? Raczej nie, bo prezydent ma 21 dni na decyzję. Może u marszałka sejmu ? Chyba też nie. Zaprzyjaźnione media by o tym poinformowały. No to gdzie one są ? Nie można ich znaleźć w komisjach, w sejmie, w rządzie. Może więc po prostu ich nie ma ?

Donald Tusk ma problem. Przez 2.5 roku swych rządów premier tłumaczył, że nie było sensu wnosić ustaw, bo i tak Kaczyński by je odrzucił. Powstaje pytanie czy gdyby rząd rzeczywiście miał gotową jakąś ważną reformę, to czy Premier Tusk, wiedząc, że Kaczyński zawetuje, nie wysłałby jej, aby potem mógł stwierdzić: „Chciałem dobrze, ale sami Państwo widzicie, On ją zawetował”. Przecież to by od razu zwiększyło poparcie dla PO, a prezydent byłby napiętnowany jako szkodnik, który blokuje drogę postępu. Tak się jednak nie stało. Może dlatego, że nie było czego wysyłać ?

Dla przypomnienia lista zawetowanych ustaw, przygotowana przez Gazetę Wyborczą.
W tym wykazie figuruje kilkanaście odrzuconych ustaw, z czego większość dotyczy kwestii pobocznych, bądź interesujących wąskie grupy społeczeństwa. Wobec tego, gdzie jest to co powodowało konieczność powołania specjalnego zespołu do ponownego przejrzenia zawetowanych ustaw ? I czemu nic nie było słychać o efektach prac tegoż zespołu ?

Nie wszystkim można obarczyć PSL. Koalicjantem można wytłumaczyć tylko część zaniechań. Rząd ma obecnie większość w sejmie i swojego prezydenta. Mimo to reform brak. Zapowiadana jako przełomowa, jesienna ofensywa legislacyjna okazała się być pozorowana. Za parę miesięcy wybory, a okres przedwyborczy nie służy wytężonej pracy legislacyjnej, więc wielkich zmian już nie będzie. Podczas kampanii pewnie znowu usłyszymy, żeby wybrać PO, bo nadchodzące cztery lata będą czasem wielkich reform. Czy Polacy w to po raz kolejny uwierzą ? Czy dadzą szansę rządowi, który dużo mówi a mało robi ?