Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennikarze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 maja 2012

WON- wyrażenie opinii Niesiołowskiego

W ostatnich dniach bardzo dużo się mówi o pośle Stefanie Niesiołowskim. Jego zachowanie w stosunku do dziennikarki Ewy Stankiewicz stało się tematem numer 1 w polskich mediach. Całe zajście najprościej można skwitować pierwszym słowem zawartym w tytule niniejszego posta- WON! To właśnie to wyrażenie wypowiedziane pod adresem znanej dziennikarki wzbudziło najwięcej kontrowersji. Z pewnością każdy z Was kojarzy ostrą wymianę zdań pomiędzy posłem, a dziennikarką. O zaistniałej sytuacji informowały różnego rodzaju media, począwszy od prasy poprzez telewizję, aż po Internet. Zresztą w sieci aż huczało odnośnie wypowiedzi posła Niesiołowskiego. Gwoli ścisłości poniżej prezentuję filmik, przedstawiający tą sytuację.

Źródło:http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=rxTVzzmo8tw

„FURIA NIESIOŁOWSKIEGO ! SZOKUJĄCE !” – hitem Internetu

Afera z Niesiołowskim i Stankiewicz w roli głównej miała miejsce przy okazji strajków „Solidarności” pod Sejmem. Jak na ironię, to nie protesty przeciwko posunięciom rządu okazały się tematem pierwszoplanowym. Z wykresu Google Trends wyraźnie wynika, że „efekt Niesioła” zaczyna przyćmiewać protestujących pod Sejmem związkowców.
Źródło: http://300polityka.pl/300news/jak-furia-niesiolowskiego-wypada-na-tle-innych-politycznych-wirali
Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy, chciałoby się zapytać… Kto nakręca spiralę popularności zaisniałego zajścia? Portal 300polityka.pl poświęcił temuż zagadnieniu cały artykuł, w świetle którego to właśnie środowiska prawicowe są odpowiedzialne za rozgłos wokół tej sprawy. Nic dziwnego, w końcu Ewa Stankiewicz to dziennikarka związana właśnie z prawicowymi mediami, autorka filmu dokumentalnego pt. „Solidarni 2010”. Właśnie z tego powodu Stefan Niesiołowski zarzuca jej brak obiektywizmu, który odgrywa kluczowe znaczenie w jej profesji:
-To jest pani od tego filmu „Solidarni”, tak? Tego PIS-owskiego paskudztwa, tak? (…) Nie chcę z panią rozmawiać! Niech pani idzie do PIS-u. Proszę odwrócić to, bo Pani rozbiję kamerę, jak Pani będzie mnie filmować bez mojej zgody (…) Czy Pani jest głucha? Niech Pani idzie do PIS-u i do tych PIS-owskich lizusów swoich…

Wyżej zaprezentowane słowa autorstwa posła Niesiołowskiego świadczą nie tylko o jego niechęci do dziennikarki Ewy Stankiewicz. Ukazują tylko poziom kultury osobistej, który sobą reprezentuje. Polityk podważa rzetelność zawodową Ewy Stankiewicz., zarzucając dziennikarce brak obiektywizmu i prace na usługach najważniejszego ugrupowania opozycyjnego, jakim jest Prawo i Sprawiedliwość. W swojej kontrowersyjnej wypowiedzi Niesiołowski nie stroni od obelg pod adresem PiS-u. O ile do krytyki opozycji ze strony rządowej zwykliśmy przywyknąć, zachowanie posła w stosunku do dziennikarki wydaje się być karygodne. Oprócz przytoczonych wyżej ostrych słów pod adresem Stankiewicz, poseł Niesiołowski posunął się o niebo dalej… Od słów przeszło do czynów- wzburzony polityk odepchnął kamerę grożąc dziennikarce, że ją zniszczy. Efekt? Oskarżenie Niesiołowskiego o agresję, zarówno słowną, jak i fizyczną wobec kobiet. „Damski bokser”, „pogromca kobiet”, „zwykły tchórz, który brutalnie atakuje kobiety”… Zaiste, że wszystkie powyższe określenia są zdecydowanie przesadzone. Niemniej jednak, zarówno internauci, jak i politycy, zwłaszcza opozycyjni, wzajemnie prześcigają się w obelgach pod adresem „niesfornego posła”. Sprawa przyjęła na tyle poważny obrót, że poseł Prawa i Sprawiedliwości- Marcin Mastalerek postanowił złożyć w miniony poniedziałek pozew do prokuratury odnośnie możliwości popełnienia przestępstwa przez posła PO. Stefan Niesiołowski z ogromnym spokojem odpierał stawiane mu zarzuty. Co więcej- na antenie „Radia ZET” zadeklarował, że jest w stanie zrzec się immunitetu na poczet tej sprawy. Politycy PiS-u pozostają jednak nieugięci. Domagają się wyjaśnień w tej sprawie ze strony Donalda Tuska. Jak podaje „Gazeta Wyborcza” oczekują od premiera odpowiedzi na pytanie, czy „napaść na nieprzychylnych rządowi dziennikarzy” stanie się „metodą” w Polsce.

„Serial pod tytułem Niesiołowski”

Źródło: http://www.dziennik.com/wiadomosci/artykul/tusk-niesiolowski-powinien-przeprosic
Na reakcję ze strony premiera nie trzeba było czekać długo… Stanowisko Donalda Tuska w tej sprawie wydaje się być jasne i klarowne. Zachowanie posła Niesiołowskiego jest- zdaniem premiera „absolutnie nie do zaakceptowania”. W swojej wypowiedzi podczas pobytu w Kanadzie ze spokojem wyjaśniał, że Platforma Obywatelska od zawsze miała przewagę nad innymi ugrupowaniami pod względem opanowania emocji i radzenia sobie w nerwowych sytuacjach.
No cóż- Niesiołowski najwyraźniej nie posiada tego typu umiejętności. Donald Tusk zapowiedział, że poseł musi przeprosić dziennikarkę „bez żadnych dwuznaczności”, obiecując jednocześnie, że tego typu incydent nie będzie miał już nigdy miejsca.

Czy „niesforny poseł” okaże skruchę i żal za grzechy?

Polskie Radio informuje, że Stefan Niesiołowski nie zamierza się poddać- nawet w obliczu stanowiska premiera w tej sprawie. Polityk postanowił osobiście porozmawiać z premierem i wyjaśnić mu powody tego zajścia. Niesiołowski uważa, że media celowo rozdmuchują tą sprawę, poświęcając jej zbyt wiele miejsca. Poseł PO kategorycznie stwierdził, że nie ma dłużej ochoty zajmować się tą prowokatorka Stankiewicz i wszystkim co się z tym wiążę”. Pytanie tylko, na jak długo… Biorąc pod uwagę tak wzmożone zainteresowanie tą aferą, wydaje się to niemożliwe, zwłaszcza, że głos w tej sprawie zabrała nie tylko opozycja, ale również szerokie grono dziennikarzy oraz prawników. W obronie Ewy Stankiewicz stanęli min. dziennikarze TVN24. Tomasz Sekielski zaproponował Niesiołowskiemu relanium na uspokojenie. Zdaniem Anny Kalczyńskiej dziennikarze nie powinni absolutnie bagatelizować tej sprawy. "Trzeba tępić takie zachowanie. Dziennikarzom należy się szacunek, niezależnie od orientacji politycznej, jaką być może sobą prezentują". W świetle tych rozważań jedno jest pewne- żadna ze stron konfliktu nie ustąpi. Pytanie tylko, kto wyjdzie z niego obronną ręką?

czwartek, 17 marca 2011

Konserwatywnym dziennikarzom mówimy: "NIE!"???


Skoro wolność słowa nie może być upowszechniana w telewizji publicznej czy faktycznie mamy wolność słowa? Czy stygmatyzujemy dziennikarzy? Czy zabijamy pewien rodzaj wrażliwości?

Dzisiaj mój, jutro twój…

Do sytuacji, w której programy w telewizji publicznej zmieniają się jak w kalejdoskopie zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Dzisiaj program jest, jutro go nie ma, pojutrze znowu jest, tylko że o innej porze, w przyszłym tygodniu zapewne wyląduje na innej antenie i tak w koło Macieju. Przeciętny widz musi mieć w sobie sporo determinacji, by pozostać przy oglądaniu „swojego programu”. Rzeczą powszechnie wiadomą jest, że wraz ze zmianą władzy TVP zmienia się rozkład jazdy programów (czysta fizyka). Kiedy władzę ma lewica, znajdzie się dodatkowe miejsce dla programu bardziej lewicowego, kiedy władzę ma prawica, znajdzie się kącik dla programu prawicowego itd. Każdy znajdzie dla siebie coś dobrego, jest różnorodność i wszyscy są zadowoleni.

Od pewnego czasu można jednak zauważyć niepokojący trend. Nie chodzi już o to, żeby znaleźć miejsce dla „naszego programu”, ale o to, by niewygodne audycje zwyczajnie ściągnąć z wizji. I może nie byłoby przy tym wielkiego szumu, jeśli mówilibyśmy o sporadycznych przypadkach, zastosowanych dla tych programów, których i tak nikt nie chce oglądać i zwyczajnie są nierentowne lub gdyby działo się to na tyle rzadko, że nikt nie zwróciłby na to uwagi. Jest inaczej. Oglądalność tych programów jest wysoka, ilość ściągniętych z anteny programów jest równie wysoka, a łączy je jedno – konserwatywny światopogląd dziennikarzy prowadzących.

Żeby przybliżyć sytuację przypomnę, dla których programów nie ma już miejsca w TVP. Są to między innymi: Anita Gargas „Misja Specjalna”, Grzegorz Górny i Tomasz Terlikowski „Wojna Światów”, Tomasz Sakiewicz „Pod prasą”, Bronisław Wildstein „Bronisław Wildstein przedstawia”, Joanna Lichocka „Forum”, „Z refleksem”, odsunięta od prowadzenia „Polityka przy kawie”, Rafał Ziemkiewicz „Antysalon”, Dariusz Karłowicz, Dariusz Garwin, Marek Cichocki „Trzeci punkt widzenia”, Jan Pospieszalski „Warto Rozmawiać” (ma za sobą wyjątkowo zawiłe drogi – ośmiokrotnie zmienił godzinę emisji w przeciągu kilkunastu miesięcy, emitowany do końca lutego 2011r., brak miejsca w wiosennej ramówce, oraz najnowsza decyzja o przywróceniu na antenę, w niesprecyzowanym jak dotąd czasie), zapewne wszystkich nie wymieniłam. Oczywiście zwolnienia te nie odbywały się spektakularnie. Jednemu nie przedłużono kontraktu, dla innego nie znalazło się miejsce w ramówce, inni zwalniani byli bez argumentacji, dowiadywali się o tym z prasy bądź z wiadomości sms.

Skanseny dla konserwatywnych dziennikarzy

Zdaję sobie sprawę, że na widok pana Pospieszalskiego wiele osób dostaje konwulsji, ale przecież po to jest pilot! Nie jestem w stanie patrzeć na panią Lichocką, czy pana Wildsteina, ale przecież zawsze mogę jeszcze popatrzeć na pana Lisa, pana Rymanowskiego, panią Gawryluk czy Olejnik. My jednak wolimy powiedzieć: „Ja tego nie lubię i nikt tego nie lubi, ja tego nie oglądam i nikt tego nie ogląda”, czy faktycznie jest to argument by pokaźne grono odbiorców przypuśćmy pana Pospieszalskiego nie mogło go oglądać?

Pani Magdalena Środa zaproponowała nader ciekawe rozwiązanie tej sytuacji. Skoro jest problem z dziennikarzami konserwatywni, to należy wysłać ich do redakcji katolickich, gdzie będą mogli się realizować. Czy miałoby to oznaczać, że dzielimy dziennikarzy na prawicowych i ci „marsz” do redakcji katolickich i pozostałych, którzy mogą brać udział w oficjalnym dyskursie? Z bliżej nieznanego powodu ci pierwsi mają być „naznaczeni” kim są i dla nich jest wydzielone miejsce. Myślę, że wszyscy lewicowi dziennikarze powinni pracować dla pisma „Nie” itp., natomiast w redakcjach, o nieskrystalizowanych poglądach pracować mogą tylko ci, którzy nie wyznają żadnych poglądów. W ten prosty sposób dochodzimy do paranoi…

Nazywanie konserwatywnych dziennikarzy: „zwyczajnymi politycznymi krętaczami, którym skończyło się korytko” jest pójściem na łatwiznę, a zatrudnianie bądź wyrzucanie z pracy za poglądy kojarzy mi się z poprzednim reżimem. Mam nadzieje, że jest więcej osób, które uważa, że stygmatyzacja dziennikarzy nie rozwiązuje problemu, nie przyczynia się do pogłębiania demokracji i przede wszystkim zaniża poziom debaty publicznej. Zobaczymy jakie stanowisko zajmie w tej kwestii RPO, wniosek już został złożony.

czwartek, 10 marca 2011

Apolityczność dziennikarzy

Do refleksji nad tym tematem skłonił mnie materiał zaprezentowany na jednych z zajęć, który zamieszczam poniżej.



Zapewne można by na różne sposoby tłumaczyć taki kontrast w zachowaniu pani Moniki Olejnik. Być może podczas jednego wywiadu miała lepszy humor, a może w przypadku wywiadu z posłem Cymańskim poruszane były bardziej drażniące tematy. Zapewne powody można by mnożyć. Ale sugerując się przesłaniem materiału zakładam, że powodem tak odmiennego charakteru rozmowy były sympatie polityczne.

Czy dziennikarz ma prawo do wyrażania swoich poglądów?

A dlaczego nie? Dziennikarz- człowiek jak każdy inny ma swoje poglądy, jednych polityków akceptuje i zgadza się z ich punktem widzenia, a innych krytykuje. Jednak z drugiej strony wymaga się od dziennikarzy, żeby byli obiektywnymi sprawozdawcami, którzy rzetelnie będą przekazywać informacje. Mam wrażenie, że można by przychylić się do jednego jak i drugiego poglądu.

W każdym podręczniku dziennikarstwa możemy przeczytać, że zadaniem dziennikarzy jest obiektywne przekazywanie informacji, tak aby odbiorca mógł wyrobić sobie własne zdanie na dany temat. Nie sposób się nie zgodzić. Jednak wydaje mi się, że mówienie o obiektywnym dziennikarstwie coraz bardziej mija się z rzeczywistością.

Partyjni dziennikarze

Żeby unaocznić problem posłużę się przykładem wyborów parlamentarnych z 2005 roku. Wówczas ponad stu kandydatów na posłów i senatorów, w rubryce zawód wykonywany wpisało dziennikarz. Choć niemal wszyscy deklarowali, że odejdą z macierzystych redakcji, by nie stwarzać dwuznacznych sytuacji, to po tym jak nie dostali się do parlamentu wrócili do swoich redakcji, nadal deklarując apolityczność.

Nieraz słyszeliśmy wypowiedzi sugerujące, że telewizja publiczna działa na usługach Prawa i Sprawiedliwości, z kolei telewizja prywatna popiera Platformę. Spotkałam się też z opinią, że media tolerują wszystkich kolegów po fachu, póki piszą źle o PiS-ie. Czy są to tylko przesadzone komentarze? Nie sądzę.

Dziennikarze stali się częścią politycznego sporu i tak też traktowani są przez samych polityków. Kiedy politycy Prawa i Sprawiedliwości bojkotowali TVN, jednocześnie zasugerowali, że nie traktują tej stacji jako obiektywnego medium, ale raczej jako przeciwników, stronę konfliktu.

Konsekwencje czy ich brak

Spadek prestiżu dziennikarstwa jako zawodu, to tendencja, która staje się coraz bardziej widoczna. Uważam, że jedną z jej przyczyn jest mieszanie się dziennikarstwa i polityki. Chociaż z drugiej strony czy wizerunek Moniki Olejnik bardzo ucierpiał po tym jak np. poseł Mariusz Błaszczak opuścił studio, zarzucając pani Olejnik brak profesjonalizmu?

Incydent ten wywołał wiele komentarzy, ale pani redaktor nadal jest autorką programów publicystycznych, w których uczestniczą najważniejsi politycy. Dlaczego politycy chcą rozmawiać z nieobiektywnym dziennikarzem? Jak dla mnie odpowiedź jest prosta- pani Olejnik jest jednym z najbardziej wpływowych dziennikarzy, politycy mimo iż są czasem przez nią obrażani, nadal chcą z nią rozmawiać.

Wszystkie te przykłady jednoznacznie pokazują, że apolityczność dziennikarzy to tylko górnolotne hasło, które ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością. Być może dziennikarze uznali, że obiektywizm wyszedł z mody, a wyraziste prezentowanie swoich poglądów stało się trendy. Trzeba tylko pamiętać, że moda ma to do siebie, że się zmienia...

Na koniec jeszcze jeden przykład z cyklu ,,sympatie polityczne dziennikarzy”.