Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UE. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015


Polacy chcą wspólnej polityki obronnej i dyplomacji UE

     Polacy zdecydowanie opowiadają się za zacieśnianiem integracji europejskiej w dziedzinie obronności, dyplomacji i sektora energetycznego - wynika z opublikowanego badania opinii Eurobarometr. Są także entuzjastami dalszego rozszerzania Unii.
     Spośród uwzględnionych w badaniu aspektów dalszej integracji w ramach UE, największy entuzjazm Polaków budzi wspólna polityka obrony i bezpieczeństwa - 83 proc. Za koniecznością rozwoju wspólnej polityki zagranicznej opowiada się 77 proc. badanych w naszym kraju. 64 proc. Polaków chce natomiast dalszego rozszerzenia UE. Za wspólną polityką energetyczną opowiada się 74 proc. respondentów. W poprzednich latach także notowano wysokie poparcie dla tych aspektów integracji. 

     Przeciętnie Europejczycy rzadziej niż Polacy popierają wspólną politykę zagraniczną (66 proc.), wspólną politykę obrony i bezpieczeństwa (76 proc.). Mieszkańcy naszego kraju są za dalszym rozszerzeniem UE częściej od średniej dla całej Wspólnoty, która wynosi 39 proc. Pomysł ten cieszy się znacznie większym poparciem w 13 tzw. nowych państwach członkowskich (60 proc.) niż w 15 starych (34 proc.). 

     Większość Polaków (73 proc.) chce też podpisania umowy o wolnym handlu i inwestycjach między UE a Stanami Zjednoczonymi. Średnie poparcie dla tej sprawy w UE jest niższe niż w Polsce i wynosi 58 proc. 

     Według badania, obecnie 43 proc. Polaków dobrze ocenia gospodarkę we własnym kraju, zaś 55 proc. gospodarkę europejską. Dla porównania średnia unijna wynosi odpowiednio 34 proc. i 30 proc. Mimo pozytywnej oceny gospodarki trzech na czterech Polaków (74 proc.) negatywnie ocenia rozwój sytuacji na wewnętrznym 
rynku pracy, co stanowi podobny wynik do europejskiej średniej, wynoszącej 73 proc. Dodatkowo 91 proc. badanych uważa, że w Polsce konieczne są reformy, aby zmierzyć się z wyzwaniami przyszłości. 

     Eurobarometr tradycyjnie pokazuje, że Polacy nadal darzą zaufaniem UE jako instytucję (49 proc.), co stanowi lepszy wynik niż europejska średnia wynosząca 37 proc. Ponad połowa respondentów uważa, że interesy Polski są w UE dobrze uwzględniane. Dużo mniejszym zaufaniem cieszy się rząd w 
Warszawie (26 proc.) i partie polityczne (13 proc.), co stanowi wynik podobny do średniej europejskiej. 

     W Polsce badanie przeprowadzone zostało w dniach 8-17 listopada 2014 r. Pytania zadano losowej, reprezentatywnej próbie 1033 mieszkańców Polski w wieku 15 lub więcej lat, metodą wywiadu bezpośredniego w domu respondenta.

www.wyborcza.pl

czwartek, 21 maja 2015

Kijów odcina Rosję od Naddniestrza

www.wyborcza.pl
     Ukraina zerwała w czwartek porozumienia o współpracy wojskowej z Rosją. Chce w ten sposób zmusić Moskwę do wywiązania się z mińskich porozumień rozejmowych.
        
"Unieważnienie współpracy w sferze wojskowej i wywiadowczej de facto nastąpiło w marcu ub.r., gdy Rosja anektowała Krym. Uchwalenie ustaw przez parlament ukraiński to dowód, że w przyszłości nie widzimy nawet hipotetycznej szansy na współpracę w tej sferze z państwem, które dokonało przeciwko nam agresji" - to komentarz Serhija Paszyńskiego, szefa parlamentarnej komisji obrony narodowej, do przyjętych w czwartek przez Radę Najwyższą Ukrainy pięciu ustaw odwołujących umowy z Rosją nt. wojska i wywiadu.

Zerwana kooperacja, zablokowany tranzyt

     Dwie kluczowe umowy podpisano 20 lat temu.

     Pierwsza - o współpracy wojskowej - przewidywała koordynację rozwoju sił zbrojnych obydwu państw, systemów łączności oraz wymianę dokumentacji technicznej, a także współpracę w dziedzinie transportu wojskowego i łączności.

     Druga - o tranzycie wojsk rosyjskich przez terytorium Ukrainy do tzw. Naddniestrza - regulowała zasady przemieszczania się oddziałów armii rosyjskiej do tej nieuznawanej przez świat enklawy.

     Kolejne umowy dotyczyły opłat za tranzyt wojsk na terytorium drugiego państwa oraz wymiany informacji wywiadowczych.

     Unieważnienie umów jest stwierdzeniem stanu faktycznego, bo od aneksji Krymu Ukraina zerwała współpracę z Rosją w sferze militarnej i w przemyśle obronnym. Potężne zakłady z południa i wschodu Ukrainy dostarczały Rosjanom ważnych części do ich rakiet (Dniepropietrowsk), helikopterów (Zaporoże), samolotów (Zaporoże, Charków), satelitów (Kijów) i okrętów (Mikołajów). Przejęcie ukraińskich zakładów było jednym z głównych celów "Rosyjskiej Wiosny", jak w ub.r. Kreml nazwał plan zajęcia przez jego wojska ośmiu obwodów południowo-wschodnich.

Kłopot dla rosyjskiego przemysłu i Naddniestrza

     Zerwanie współpracy ukraińskich zakładów z Rosją początkowo wywołało opór ukraińskich oligarchów, do których należy kilka z nich. Opór szybko przełamano, zaś zakładom zagrożonym bankructwem i masowymi zwolnieniami rząd udzielił wsparcia w postaci zamówień dla armii ukraińskiej. Rząd pomógł im też nawiązać współpracę z partnerami zachodnimi (podpisano kilka umów kooperacyjnych i handlowych na dostawy produkcji ukraińskiej na rynki zewnętrzne). Dzięki temu żaden z zakładów nie został zamknięty.

     Zerwanie współpracy przemysłu obronnego z Ukrainą zaczęła za to odczuwać Rosja, której zakłady nie są w stanie zastąpić produkcji ukraińskich partnerów. Skala tego zjawiska nie jest znana, choć ze źródeł ukraińskiego wywiadu wiadomo, że szczególny kryzys dotknął produkcję i remont helikopterów. Problem ten w połączeniu z zachodnimi sankcjami i radykalnym ograniczeniem wpływów z handlu ropą naftową i gazem ziemnym wymusza zasadniczą korektę ogromnego planu przezbrojenia armii rosyjskiej do roku 2020. Miał to być sztandarowy projekt Putina, który chce zapewnić Rosji funkcję globalnego gracza, zdolnego rzucić bezpośrednie wyzwanie USA.

     Uchwalone w czwartek ustawy mają znaczenie dla losu 3,5 tys. żołnierzy rosyjskich stacjonujących w Naddniestrzu. "Zamknięcie lądu i powietrza stwarza nam problemy, lecz Rosja na pewno nie porzuci Naddniestrza. Musimy się zastanowić, jak postępować w nowej sytuacji" - oświadczył Władimir Komojedow, przewodniczący komisji obrony w rosyjskiej Dumie Państwowej.

Co chce osiągnąć Kijów

     Decyzje ukraińskich deputowanych są elementem działań, które w ostatnim czasie podjęły władze ukraińskie, by wymusić na Rosji przestrzeganie zawartego 12 lutego w Mińsku porozumienia rozejmowego. W ostatnich dniach Kijów ujawnił fakt schwytania dwóch żołnierzy rosyjskiego specnazu, którzy tydzień temu pod Ługańskiem zabili ukraińskiego podoficera. Oficerów specnazu brano do niewoli już wcześniej, lecz dopiero teraz sprawie nadano duży rozgłos.

     Ukrainie chodzi o to, by UE w lipcu przedłużyła antyrosyjskie sankcje i żeby "gołębie" z administracji Baracka Obamy nie dokonały handlu z Kremlem, uzyskując współdziałanie Rosji w sprawie irańskiego programu w zamian za spełnienie postulatów rosyjskich wobec Ukrainy. Moskwa chciałaby, by tzw. republiki z Doniecka i Ługańska zostały włączone jako jednostki autonomiczne w skład Ukrainy, co pomogłoby Rosji ingerować w wewnętrzną politykę ukraińską i dyktować Ukraińcom swoją wolę.

     Kijów na to się nie godzi i chce zmusić Rosję, by wypełniła zasadnicze warunki z Mińska, którymi są wycofanie wojska i ciężkiego sprzętu z Donbasu, ustanowienie kontroli Ukrainy nad tym terytorium i zamknięcie granicy rosyjsko-ukraińskiej. Czwartkowe decyzje parlamentu w Kijowie są kolejnymi argumentami, które mają zmusić Putina do wykonania tego, pod czym sam się podpisał.   

czwartek, 2 kwietnia 2015

W świecie zmniejszyła się liczba krajów,w których kara śmierci jest dopuszczalna

http://www.dw.de/
Organizacja praw człowieka Amnesty International przedstawiła raport na temat stosowania kary śmierci na świecie w 2014 roku. Tylko ona stosowana w 22 krajach - 20 lat temu było ich prawie dwa razy więcej.
Zasad prawa międzynarodowego kara śmierci bezpośrednio nie zabrania. Jednak Międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych ONZ nakazuje pewne minimalne standardy, w tym i dla tych krajów, które w dalszym ciągu stosować karę śmierci.
Tylko za najcięższe przestępstwa
W ogóle w prawie karnym najbardziej poważne przestępstwo jest uważany za umyślne zabójstwo (art. 6, Międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych z 16 grudnia 1966 r. / MPPOP). Wraz z tym istnieje długa lista domniemanych przestępstw, za które zostały wydane wyroki śmierci, jak np. handel narkotykami, posiadanie narkotyków, czy korupcja. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich w 2014 roku kara śmierci była za zdradę małżeńską, w Arabii Saudyjskiej - za "czary", w Pakistanie i Iranie ludzi winić skazany na śmierć za "bluźnierstwo" i "obrazę proroka".
Wyrok może być wydany wyłącznie zgodnie z prawem, tylko przez właściwy sąd i tylko w przypadku, gdy oskarżony w chwili popełnienia zbrodni był w wieku powyżej 18 lat. Kara śmierci nie stosuje się w odniesieniu do kobiet w ciąży (w. 6,MPPOP). Organizacja praw człowieka Amnesty International (AI) w swoim najnowszym raporcie dotyczącym stosowania kary śmierci na świecie zauważa: "W większości krajów, w których w 2014 roku zostały wydane wyroki śmierci lub kara śmierci była wyegzekwowane, procesy sądowe nie są zgodne z międzynarodowymi standardami rzetelnego procesu sądowego".
W raporcie AI po raz kolejny wyraża obawy, że wielu tak zwanych "uznania", które służą jako podstawa do wydania wyroku śmierci, zostały uzyskane torturami. Tak więc, według AI, w Iranie niektóre z tych "spowiedzi" przed rozpoczęciem procesu zostały pokazane w telewizji.
Mimo, że dzieci i kobiety w ciąży nie mogą zostać skazani na karę śmierci, z raportu AI wynika, że w Iranie, a także na Malediwach, w Nigerii, Pakistanie, Arabii Saudyjskiej, Jemenie i na Sri Lance wyroki śmierci zostały wydane lub znajdują się w rodzaj w odniesieniu do tych, którzy byli w wieku poniżej 18 lat w chwili popełnienia określonego czynu. Często wiek oskarżonych jest kontrowersyjna, tak jak wielu ludzi w tych krajach nie mają oficjalnego aktu urodzenia.
Protokół przeciwko karze śmierci
Drugi protokół Fakultatywny do MPPOP, mający na celu zniesienie kary śmierci, został przyjęty w 1989 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Kraje, które i ratyfikowały protokół, w ogóle zniesiono karę śmierci. W tym samym czasie protokół pozostawia krajom możliwość dokonać rezerwacji, która przewiduje wznowienie stosowania kary śmierci w czasie wojny. Do końca 2014 roku uczestnikami protokołu nierdzewnej 81 kraj, trzy państwa - wyspy Świętego Tomasza i książęca, Angola i Madagaskar - podpisał, ale jeszcze nie ratyfikowały protokół.
Organizacja państw amerykańskich (OAS) przyjęła również w 1990 r. protokół w sprawie zniesienia kary śmierci w czasie pokoju. Z 35 krajów-członków ŻAR 13 państw ratyfikowały dokument i zniesiono karę śmierci. W wielu krajach Ameryki Północnej i Południowej nadal wydawane wyroki śmierci, jednak tylko w USA ich podjudzeni.
Europa wobec egzekucji
W 1982 roku Rada Europy oprócz swojego podstawowego dokumentu - Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności - przyjęła protokół dodatkowy nr 6 w sprawie zniesienia kary śmierci w czasie pokoju. Ten protokół ratyfikowały 46 z 47 państw członkowskich Rady Europy - wszystko, z wyjątkiem Rosji. Poza tym, jedynym krajem europejskim, do tej pory nie объявившей moratorium na karę śmierci, pozostaje Białoruś - jest to jedna z przyczyn, która nie pozwala jej stać się członkiem Rady Europy.
W 2003 roku w życie weszła artykuł protokół nr 13 do Europejskiej konwencji praw człowieka, która reguluje kwestie zniesienia kary śmierci we wszystkich okolicznościach. Z jego ratyfikacją znosi się karę śmierci w czasie pokoju, jak i wojny, przy czym nie dopuszcza się żadnych zastrzeżeń. Takie całkowite zniesienie kary śmierci jest dziś jednym z warunków przystąpienia do Unii Europejskiej.
Moratorium ONZ
Niemcy i jej europejscy partnerzy opowiadają się za zniesieniem kary śmierci na całym świecie. Tak, w 2007 roku kraje członkowskie UE aktywnie poparli rezolucję ONZ w sprawie wprowadzenia moratorium na stosowanie kary śmierci. Uchwała w sprawie wprowadzenia globalnego moratorium na karę śmierci wnosi pod obrady Zgromadzenia ogólnego ONZ co dwa lata i stopniowo zyskuje coraz więcej zwolenników. Ostatnie głosowanie w Zgromadzeniu odbyła się w grudniu 2014 roku: 117 krajów wyrazili poparcie dla moratorium, 38 państwa wystąpili przeciwko i 34 wstrzymało się od głosu przy głosowaniu.

czwartek, 26 marca 2015

Krym nie jest częścią Rosji

Rada europejska nie uznaje Krym częścią FEDERACJI rosyjskiej-czytamy w końcowym dokumencie szczytu UE, popularne w czwartek wieczorem w Brukseli. "Rada europejska nie uznaje i nadal potępiać bezprawnej aneksji Krymu i Sewastopola Federacją Rosyjską i będzie nadal ściśle przestrzegać tej polityki nie uznania", - podkreślono w dokumencie. Przywódcy krajów UE obiecali i dalej wraz z innymi międzynarodowymi dawców wspierania procesu reform na Ukrainie, zgodnie z warunkami MFW. Wezwali w trybie pilnym zatwierdzić trzeci pakiet pomocy makrofinansowej tym kraju. Rząd Ukrainy, z kolei, musi uaktywnić przeprowadzenie reform. W rozporządzeniu podkreśla się znaczenie działania informacyjne w związku z ukraińskim kryzysem. "Rada europejska, - podkreślono w dokumencie, - podkreślił konieczność zakwestionowania prowadzonym Rosją kampanii dezinformacji i zaproponował Wysokiej przedstawiciel UE, we współpracy z państwami członkowskimi i instytucjami UE przygotować do czerwca plan działania w sprawie strategicznej komunikacji. Tworzenie grupy komunikacji jest pierwszym krokiem w tym kierunku". "Rada europejska wezwał wszystkie strony bez zwłoki i w pełnym zakresie wykonywać Ming umowy, - podkreśla się w dokumencie. - Podkreślił szczególną odpowiedzialność rosyjskich władz w tym zakresie. UE jest gotowa wspierać ten proces, a w szczególności pomóc w zwiększeniu możliwości OBWE w monitorowaniu i kontroli wykonywania Mińskich porozumień. Będzie kontynuować wysiłki w trójstronnych procesach energetyki i realizacji umowy o stowarzyszeniu wolnego handlu UE - Ukraina".
Znaczące miejsce w uchwale Rady Europejskiej trwa reorganizacja i pogłębienie Europejskiej polityki sąsiedztwa, mającej na celu zbliżenie z Unią europejską na jego sąsiadów na Wschodzie i na Południu. Południowego regionu (Afryka Północna i Bliski Wschód) będzie poświęcony jest specjalny szczyt w październiku, a Wschodniego partnerstwa - majowa spotkanie na szczycie w Rydze. Partnerstwo wschodnie obejmujące sześć państw postradzieckich, zostanie wzmocniony, zróżnicowanego w odniesieniu do danego partnera. "Szczególne wysiłki powinny być skierowane na rozwój współpracy w budowaniu państwa, mobilności i kontaktów między ludźmi, możliwości rynkowych i relacji między nimi. Rada europejska ma nadzieję na jak najszybszą ratyfikację przez wszystkie państwa członkowskie umów o stowarzyszeniu i pogłębionych i kompleksowych strefach wolnego handlu z Gruzją, mołdawią i Ukrainą" - czytamy w dokumencie.

środa, 14 maja 2014

Czy wejdzie Ukraina do UE?

Ponad 65 państw którzy zebrali się na międzynarodowej konferencji GLOBSEC 2014 będą rozmawiać o sytuacji na Ukrainie.
"W konferencji będą brać udział ponad 800 uczęstników z 65 państw. Pod czas zaplanowanego wystąpinia ministrów oraz ich zastepców też będą występować ministrowie obrony takich państw: Czechy, Węgry, Polska i Słowakia".


Już zaczynając od końca lutego Ukraina powoli szła do wojny z Rosją i sytuacją coraz bardziej pogarszała się. W marcu, a dosłownie 16, był organizowany referendum, na którym decydowano o odłączenie od Ukrainy Republiki Krym i przyłączenie jej do Rosji.
Nikt nie oczekiwał "nie ogłoszonej wojny" ze strony Rosji. Czyli Krym został okupowany przez Rosję.

Jeszcze dwa miesięcy temu Ukraina była bardzo rozczarowana działaniamy ex-Prezydenta Ukainy WIktowa Janukowicza, kiedy ten nie podpisał umowę z UE. Od tego zaczął sie Majdan. Od 2 lat Partia Regionów kierowała się w stronę UE i zapewniała swoich obywateli że "dobrze nam idzie". Ale czy tak to było?
Pod presją Rosji dostalismy propozycję do przyłączenia do Tamożnego Sojuszu Azjiatyckiego, co spowodowało wielkie bum wśród obywateli. Kraj znowu został podzielony na wschód i zachód. 
Raz mówili że idziemy do UE, raz że chcemy współpracować z Rosją. Trzeba było wybrać coś jednego. Ale Janukowicz dosyć sprawno stał po środku i udawał że wszystko jest pod kontrolą w czasie kiedy państwo się dzieliło.


Omijając okres Majdanu przejdę odrazu bezpośrednio do samej umowy. Umowa z UE nie dawała 100% gwarancji bezpieczeństwa pod czas jej podpisania. Poniważ to była tylko umowa o asocjację. Czyli Ukraina mogła była wejśc do UE tylko po spełnianiu wszystkich waruwnków opisanych w samej umowie. W styczniu 2014 roku UE dała kolejną szansę na podpsanie umowy z UE i udalo się. Podpisana pierwsza część umowy (teoretyczna).
Opozycją mówi że przed Ukrainą jest jeszcze długa droga przed wejściem do UE i że z tym nie trzeba się spieszyć, ale za jej inicjatywą podpisano pierwsza część.

Przez działania na Ukrainie Antyterorystycznej Operacji kraj stoi w środku ulicy bez świateł. UE wprowadza sankcję dla Rosji a dla Ukrainy tylko wspołczuje. Urząd Ukrainy zapewnia że pracują na spęłnianiu wymog UE i zapewnie, że już do końca 2014 roku ukraińcy juz będa jeździć do UE bez wiz. 
Eksperci mówią że to zależy od sukcesu lub porażki w ATO. Kiedy działania wojskowe już się skończą to tylko wtedy realnie można oceniać czas na przygotowania wymog oraz zapewniania standartów UE.



sobota, 4 czerwca 2011

Co z tą Bośnią?


W czasie kiedy głośno jest o zatrzymaniu Ratko Mladicia, może warto byłoby trochę więcej uwagi poświęcić problemom w Bośni i poszukać drogi do ich rozwiązania. Obecnie ramach przemodelowanego systemu Bośnia i Hercegowina składa się z dwóch jednostek: Federacji Bośni i Hercegowiny oraz zdominowanej przez Serbów Republiki Serbskiej. Obydwie jednostki mają szerokie kompetencje, obejmujące właściwie wszystkie kluczowe obszary funkcjonowania państwa. Władze centralne ograniczone są w znacznym stopniu możliwością blokowania procesu decyzyjnego poprzez poszczególne jednostki federalne, tj. Federację lub Republikę Serbską, lub poprzez przedstawicieli jednego z trzech konstytutywnych narodów, tj.: bośniackich Serbów, Chorwatów i Muzułmanów.

Powszechnie przyjmuje się, że obecny system polityczny Bośni i Hercegowiny, narzucony w ramach aneksu numer 4 do Porozumienia Pokojowego z Dayton, jest niefunkcjonalny, a co więcej uniemożliwia integrację Bośni i Hercegowiny ze strukturami Unii Europejskiej. Jak dobitnie zwrócił uwagę Robert Hayden, autor „Blueprints for a house divided. The constitutional logic of the Yugoslav conflicts”, książki poświęconej prawnym aspektom porządku konstytucyjnego Bośni i Hercegowiny: „Porozumienie Pokojowe z Dayton kreuje ‘państwo’ złożone z dwóch niezwiązanych ze sobą części, uzbrojonych przeciwko sobie, będących w sojuszu z różnymi sąsiadami i bez odpowiednio funkcjonującego rządu centralnego. To konstytucja warta mistrza Zen, koncepcja jednego państwa tak podzielonego, że w swej subtelności porównywalna z dźwiękiem jednej klaszczącej dłoni. Ciężko jest spojrzeć na to jako na poważny dokument konstytucyjny, jeśli przyjąć, że konstytucja powinna dostarczać mechanizmów umożliwiających funkcjonowanie państwa”.

Obecna sytuacja polityczna na Bałkanach to swoista mieszkanka frustracji spowodowanych zmianami ustrojowymi oraz nacjonalistycznej, powojennej retoryki. Najbardziej przygnębiający jest fakt, że scena polityczna Bośni i Hercegowiny, a wraz z nią także społeczeństwo tego kraju, coraz szczelniej zamyka się w ramach swoich narodowości. Postępująca dezintegracja społeczeństwa jest tak naprawdę zwycięskim owocem nacjonalistycznej polityki, która zebrała tak krwawe żniwo w pierwszej połowie lat 90-tych. Zmiana istniejącego stanu rzeczy to proces skomplikowany, trudny a przede wszystkim złożony, wymagającym podjęcia odpowiednich działań na wielu płaszczyznach jednocześnie. Na razie wiele wskazuje na to, że proces zmian politycznych będzie bardzo długotrwały i bez mediacji oraz odpowiedniego motywowania ze strony UE się nie obejdzie. Niesłychanie ciężko będzie, podobnie jak w przypadku Kosowa, znaleźć rozwiązanie kompromisowe wśród tak sprzecznych postulatów. Jednak w tej trudnej sytuacji możemy dostrzec również optymistyczne akcenty. Choć mieszkańców byłej Jugosławii dzielą rany wojenne, historia, religia, to łączy językowa bliskość, kuchnia, muzyka, temperament. Wspólną zażyłość najlepiej widać za granicą. W Brukseli, Paryżu czy Warszawie do restauracji z bałkańską kuchnią przychodzą wszyscy byli Jugosłowianie. A w Brukseli na wszystkich konferencjach prasowych dziennikarze z krajów byłej Jugosławii trzymają się razem. Jakkolwiek hipotetycznie może to jeszcze wyglądać, droga do po-jugosłowiańskiego pojednania wiedzie przez Europę. Pytanie tylko, dlaczego UE nie angażuje się w rozwiązanie problemu w Bośni?

środa, 25 maja 2011

Grecja na skraju bankructwa

Grecy radykalnie zacisnęli pasa już w 2010 r., ale pomimo obietnic nie udało im się zbić deficytu poniżej 10 proc. PKB, cięcia pogłębiły recesję, a dług publiczny wynosi teraz ponad 340 mld euro i pod koniec roku może przekroczyć 160 proc. PKB. Według greckiego ministra finansów Jeorjosa Papakonstantina, Grecja stanie się niewypłacalna i ogłosi bankructwo jeśli UE i MFW nie wypłacą jej kolejnej transzy kredytu. Jednakże rychła wypłata 12 mld euro, czyli piątej transzy ze 110 mld euro kredytów pomocowych obiecanych Grekom przed rokiem, zależy od rekomendacji misji UE, Europejskiego Banku Centralnego oraz MFW. W Atenach od dwóch tygodni ocenia ona reformy oraz cięcia budżetowe lewicowego rządu Jeorjosa Papandreu.

Tymczasem Olli Rehn – komisarz UE ds. walutowych i gospodarczych, twierdzi, że działania greckiego rządu są niewystarczające. Dlatego Bruksela, która pierwotnie domagała się od Aten prywatyzacji wartej 17 mld euro, obecnie zażądała, by Grecy pospiesznie wyprzedali państwowe firmy i udziały warte 50 mld euro. W tej sytuacji przyparty do muru rząd Papandreu ogłosił w poniedziałek zamiar „natychmiastowej sprzedaży”: • udziałów w firmie telekomunikacyjnej OTE (największej na Bałkanach); • dwóch największych portów w Pireusie i Salonikach; • udziałów w cieszącej się niemal monopolem firmie dystrybuującej energię PPC; • Banku Pocztowego; • zakładów gazowniczych DEPA; • lotniska w Atenach. Taki projekt natychmiast skrytykowała opozycja. - To nie wyprzedaż. To likwidacja! - protestował wczoraj przywódca centroprawicowej opozycji Antonis Samaras. Odmówił poparcia dla zaostrzonych cięć budżetowych (m.in. likwidacja kolejnych ulg podatkowych, redukcje w wydatkach socjalnych), które mają w tym roku przynieść 6 mld euro oszczędności.

W związku z cięciami budżetowymi związki zawodowe ostrzegają, że kraj czeka eksplozja protestów społecznych, a sytuacja "może się wymknąć spod kontroli". Taką opinię przedstawił przywódca największego greckiego związku zawodowego skupiającego urzędników publicznych. Jego związek zapowiada demonstracje na 4 czerwca. - Grecję czeka społeczna eksplozja, jeśli rząd będzie wdrażał kolejne oszczędności skierowane przeciwko ludziom. Spotka się to z oporem opinii publicznej, który wymknie się spod kontroli - stwierdził sekretarz generalny związku ADEDY Ilias Iliopoulos.

Obecnie w Grecji mamy do czynienia z patem politycznym. Z jednej strony rząd pod naciskiem Brukseli musi dokonywać cięć budżetowych, aby wyprowadzić kraj z kryzysu i otrzymać pomoc finansową, z drugiej strony opozycja i społeczeństwo grożą strajkami nie godząc się na kolejne cięcia.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Lampedusa – raj dla imigrantów. Czy aby na pewno?


Lampedusa – włoska wyspa leżąca na Morzu Śródziemnym. Jej powierzchnia: 25,4 km2, liczba mieszkańców: ok. 6 tys. Jednak jej zaludnienie w ostatnich miesiącach znacznie wzrosło, a o wyspie zrobiło się wyjątkowo głośno. Dlaczego? To właśnie ten maleńki włoski skrawek ziemi wysunięty bardziej w kierunku wybrzeży Afryki, aniżeli w kierunku Sycylii stał się miejscem, z którym wiele tysięcy imigrantów wiąże nadzieje na lepsze życie.

Powodem ucieczek tych ludzi w kierunku Europy jest chaos, w którym pogrążyła się Afryka Północna. Szczególnie duża liczba imigrantów pochodzi z owładniętej wojna domową Libii oraz Tunezji. Od początku konfliktu do pierwszych dni marca liczbę osób, które wydostały się tylko przez zachodnią granicę Libii szacuje się na ok. 90 tys. W najgorszej sytuacji są ci, którzy „utknęli” w Libii, np. azjatyccy robotnicy, którzy przyjechali do Libii, by pracować w chińskich czy tureckich firmach. Ich szefowie już dawno uciekli z zagrożonych terenów zabierając ze sobą ich paszporty. W trudnej sytuacji znajdują się również czarnoskórzy robotnicy, ponieważ stali się oni ofiarami nagonki. A to wszystko z powodu plotki, iż są najemnikami sprowadzonymi przez Kaddafiego.

Włochy vs UE - kalendarium

Co czeka ich po ogromnie trudnej przeprawie do nowego, lepszego świata? Na początku utrata złudzeń, a potem jest już tylko gorzej… Oto jak problem uciekających Libijczyków i Tunezyjczyków (nie)staje się problemem europejskim:

Luty – Włochy apelują o pomoc: "Proszę Europę o podjęcie wszystkich koniecznych środków, aby zmierzyć się z katastrofą humanitarną. Nie można nas zostawić samych! Oczekujemy solidarności". Co na to Unia? Na obradach ministrów spraw wewnętrznych w Brukseli, komisarz unijny ds. wewnętrznych Cecilia Malmstroem pomija milczeniem pomysł, aby w ramach pomocy krajom południa, państwa członkowskie UE brały na siebie odpowiedzialność za część napływowej ludności. Co proponuje? Trzeba czekać, "Zobaczymy, co się stanie". A poza tym kraje UE twierdzą, iż Włochy nieco panikują i daleko im jeszcze do „biblijnego potopu”. Tym co potęguje możliwość „zalania” Włoch przez obcą ludność jest fakt, iż włosko-libijski traktat o walce z nielegalna imigracją, który zawarty był w 2008 roku przez przedstawicieli obu krajów, stracił ważność.

Marzec – Wg szacunków Brukseli do krajów Europy Południowej może dostać się nawet milion uchodźców. A w rzeczywistości pod koniec marca na wyspie Lampedusa przebywało ok. 6200 imigrantów. I dla 2 tysięcy z nich zabrakło żywności, choć kraje UE deklarowały pomoc humanitarną w razie, gdy wystąpi taka konieczność. Nie tylko dla imigrantów ten stan rzeczy jest trudny. Stałym mieszkańcom wyspy zaczynają puszczać nerwy. Ich dom zmienił się nie do poznania, przybysze śpią pod gołym niebem, pogarsza się sytuacja sanitarna, efekty „nalotu” na ten skrawek ziemi widać wszędzie, a przecież stali mieszkańcy w znacznej części utrzymują się z turystyki. Ta sytuacja zdecydowanie turystów odstrasza. Napięcie rośnie.

Kwiecień – Miesiąc zaczyna się tragedią. W nocy z 5 na 6 dnia kwietnia ok. 70 km od Lampedusy tonie w sztormie statek, a wraz z nim 280 osób – kobiet, dzieci, mężczyzn. Wszyscy ci, którym do tej pory udało się przedostać na wyspę umieszczani są w obozach dla uchodźców. Kilka dni później ministrowie spraw wewnętrznych Włoch i Francji podejmują decyzję, że za pomocą wspólnych patroli będą kontrolować wybrzeża Tunezji. Cel jest jeden – utworzenie blokady dla nielegalnych imigrantów. Jednak państwa te nie chcą działać same, liczą na „ducha europejskiej solidarności” A jakie są plany na tych, którzy już są? Przesiedlanie w głąb kraju i wydanie przez władze włoskie pozwolenia na pobyt na okres 3 miesięcy i pozwolenie, które umożliwia poruszanie się po innych państwach strefy Schengen. Jednak Francja ma inny pomysł, a mianowicie nie zamierza wpuszczać „problemów” do siebie. Aby przedostać się przez włosko-francuską granicę należy (w przypadku imigranta oczywiście) spełnić szereg trudnych warunków.

Kilka dni temu doszła do nas wiadomość, iż obecnie na wyspie znajduje się już tylko 72 nielegalnych mieszkańców. Reszta została wywieziona w inne rejony Włoch i umieszczona w ośrodkach i miasteczkach namiotowych. Problem jednak się nie rozwiązał.

(Nie)moc Europy?

Co się stało? Dlaczego Europa powiedziała nie? Gdzie solidarność? Czy należy zaistniałą sytuacją traktować jako niemoc, czy niechęć? Wg mnie obie te kwestie się mieszają. Może i UE ma ograniczone pole działania, może właśnie wyszło na jaw, że możliwości Europy w zakresie nielegalnych imigrantów były zanadto przecenione. Wspólnota znów „utonęła” w brukselskich papierach, które w żadnym razie nie mają przełożenia na rzeczywistość. Jednak tu właśnie owa niemoc styka się z niechęcią. Gdzie się podziała dobra wola przedstawicieli państw europejskiej organizacji? Przecież możliwe są działania poza UE. Ale przecież to nie leży w interesie żadnego państwa, takie postępowanie nie przynosi korzyści. Ot, i to właśnie ta kwestia odkrywa, gdzie tkwi „europejska solidarność”.